Kolejny dzień podróży za wami.
Znów nocujecie w hotelu, by następnego dnia zaraz z rana wyjechać i dotrzeć na
miejsce szybciej. Nie masz nic przeciwko, gdy Andrzej rezerwuje jeden pokój dla
was obojga. Nie powiesz mu tego, bo nie masz na tyle odwagi, ale cieszysz się,
że tej nocy będzie przy tobie. Że twoje koszmary nie wrócą do ciebie tak
prędko. W ciszy pokonujecie drogę do pokoju. Chłopak przepuszcza cię w
drzwiach, za co dziękujesz mu skinieniem głowy. Gdy przekraczasz próg, twoim
oczom ukazuje się mały, ale za to przytulnie urządzony pokoik z dwoma łóżkami
po przeciwnych stronach ściany, wielką szafą i komodą, na której ułożone
zostały figurki aniołków i wazon z kwiatami. Hotele zawsze kojarzyły ci się z
minimalizmem. Jedno, dwa łóżka w zależności od wielkości, szafa i łazienka. I
to tyle. Żadnych ozdób, figurek, kwiatów. Dlatego przez chwilę stoisz w progu i
po prostu się patrzysz na aniołki, jak na najcudowniejszą rzecz na świecie. Andrzej
staje za tobą i w milczeniu patrzy w tym samym kierunku. Nie wie, jakie
wrażenie one na tobie wywarł, ale wie, że z jakiegoś powodu są dla ciebie
ważne. I nie musi wiedzieć, jaki to powód. Wystarczy mu, że delikatny uśmiech
gości na twojej twarzy. To dla niego odpowiedź na wszystkie pytania.
Dopiero, gdy wyczuwasz ciepły
oddech Andrzeja na swojej szyi, dochodzi do ciebie, że blokujesz przejście i
oboje stoicie w nadal otwartych drzwiach z walizkami stojącymi na korytarzu.
Odsuwasz się speszona, mrucząc cicho słowa przeprosin. Chłopak nie odpowiada
tylko z uśmiechem zajmuje się bagażem i zamyka za sobą drzwi. Wyciągasz z
walizki kosmetyczkę i świeże ubrania i zamykasz się w łazience. Szum wody
odpręża cię i wyciąga z dziwnego otępienia. Przypominasz sobie dotyk ust
Andrzeja na twoich własnych i na twoje policzki wkrada się rumieniec. Od razu
robi ci się cieplej na duszy. Wychodzisz z pomieszczenia w krótkich spodenkach
i za dużej koszulce, którą dostałaś od Stefana. Kładziesz się na swoim łóżku, a
na uszy wkładasz, wyciągnięte wcześniej słuchawki. Puszczasz muzykę. Próbujesz
w niej zatonąć. Próbujesz się odizolować i tak po prostu przestać myśleć, bo
twoje myśli przerażają samą ciebie. Ale to nie takie łatwe. Masz wrażenie, że
nic nie powstrzyma cię od wspominania pocałunku. Zamykasz oczy, ale Morfeusz
uparcie nie chcę cię do siebie zabrać. Pomimo zmęczenia nie potrafisz zasnąć.
Analizujesz w głowie słowa piosenki, twojej ulubionej. Znasz tekst na pamięć,
ale dopiero teraz go rozumiesz. Nie wiesz, co takiego się zmieniło. Nie masz
pojęcia, dlaczego. Ale teraz potrafisz nazwać wszystkie emocje, które wyzwala
ta muzyka. I większość z nich określa to, jak się sama czujesz w tej chwili.
Słyszysz trzask zamka, kiedy
Andrzej wychodzi z łazienki. Słyszysz skrzypienie sprężyn, gdy siada na swoim
łóżku. Słyszysz jak rozpina plecak i wyciąga z niego jakąś gazetę. Nie
reagujesz. Kilka chwil później słyszysz jak odkłada czasopismo, gasi lampkę,
kładzie się na łóżku i przykrywa kołdrą. Nie reagujesz. Dopiero kolejne kilka
chwil później, ściągasz słuchawki i je odkładasz. Przewracasz się na bok, w
stronę Andrzeje i próbujesz zasnąć. Alei tym razem nie potrafisz. Spod
uchylonych powiek przyglądasz się twarzy chłopka, skąpanej w blasku księżyca
wpadającego przez niezasłonięte okno. Potem twój wzrok zjeżdża na osłoniętą
podkoszulkiem klatkę piersiową, która unosi się regularnie do góry i w dół.
Chciałabyś poczuć bicie jego serca, ale nie zamierzasz go budzić. Wzdychasz
cicho i przenosisz wzrok z powrotem na jego twarz, trafiając prosto na jego
błękitne oczy, które wpatrują się w ciebie. W milczeniu, które przesiąknięte
jest milionem słów, wpatrujecie się w siebie. Jednak odwracasz wzrok.
- Nie mogę zasnąć – twoje
pragnienie wygrywa walkę z rozumem. Znów spoglądasz mu w oczy, a on uśmiecha
się delikatnie.
- Chodź do mnie – mówi, podnosząc
kołdrę i przesuwając się bliżej ściany, by zrobić ci miejsce. Nie czekasz.
Kładziesz się obok niego i wtulasz w jego ciało. Głowę opierasz na jego piersi,
po lewej stronie, by usłyszeć jedyną melodię, którą teraz pragniesz usłyszeć.
Bicie jego serca.
Zasypiasz wtulona w Andrzeja. Z
jego ręką owiniętą wokół twojej talii. Z twoją dłonią rozpartą na jego piersi.
***
Ranek wita cię słońcem, rażącym w
oczy swoimi promieniami. Próbujesz przekręcić się na drugi bok, by wyrwać się
spod jego zasięgu, ale natrafiasz na ciepłe ciało Andrzeja. Dochodzi do ciebie,
że spędziłaś noc wtulona w siatkarza. Uśmiechasz się delikatnie i unosisz
głowę, by spojrzeć na niego. Niebieskie tęczówki śledzą twoje poczynania z
błyskiem radości. Uśmiecha się do ciebie promiennie i mrucząc słowa powitania,
całuje cię w czoło. Dla takich poranków, warto się budzić. Uśmiech gości
również na twojej twarzy. Całujesz Andrzeja w policzek, po czym szybko zrywasz
się z łóżka i bierzesz świeże ubrania z walizki. Widząc, że chłopak również się
podnosi, chwytasz jeszcze kosmetyczkę i ze śmiechem zamykasz się w łazience.
Spoglądasz w lustro. Widzisz w nim dziewczynę, która ma szczery uśmiech na
ustach i ogniki radości w oczach i porównujesz ją z inną. Z tą, która jeszcze
kilka miesięcy temu siedziała sama w mieszkaniu i użalała się nad samą sobą.
Która nie miała odwagi by wyjść do ludzi. Teraz widzisz jak długą drogę już
przebyłaś. Widzisz jak twoje życie się zmienia, jak powoli wpuszczasz do niego
coraz więcej ludzi, uczuć, wspomnień.. I wiesz, że się uda, że się nie poddasz,
że masz o co walczyć.
Pukanie przerywa twoje
rozmyślania. Uśmiech już zniknął z twojej twarzy, ale wraca tam, gdy dochodzi
cię głos siatkarza. Nie zważając na jego prośby o otwarcie drzwi, wchodzisz do
kabiny i pozwalasz, by szum wody zagłuszył głos dochodzący zza drzwi. Kilka
minut później znów stajesz przed lustrem. Delikatnie przecierasz ręką jego
taflę, by pozbyć się pary. Uśmiechasz się do siebie, biorąc do ręki szczoteczkę
i pastę. Nie słyszysz szczęku zamku. Nie widzisz, jak drzwi delikatnie się
uchylają. Nie widzisz Andrzeja, który przygląda ci się jednym okiem. Nie
widzisz jego tajemniczego uśmieszku. Schylasz się, by wypłukać usta.
- Mam cię – słyszysz jego szept.
Odwracasz się w jego stronę z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy.
- Zamknęłam przecież drzwi! –
dziwisz się.
- I myślałaś, że to mnie
zatrzyma? – pyta ze śmiechem, po czym wpija się w twoje usta.
Pocałunek jest delikatny, tak jak
jego dotyk na twoich niezasłoniętych przez ręcznik plecach. Czujesz jak twoje
ciało reaguje na niego. Ciepło rozchodzi się falami śladem jego dłoni. I
pomimo, że jesteś w tej chwili niesamowicie szczęśliwa, przygryzasz jego wargę
i wykorzystujesz jego zaskoczenie, by wyrzucić go za drzwi. Szybko zakładasz na
siebie ubrania, rozczesujesz włosy i spryskujesz się swoimi perfumami, a potem
wychodzisz z łazienki. Nie jesteś przygotowana na to, że Andrzej przygniecie
cię do ściany i pocałuje mocno i żarliwie. Kosmetyczka wypada ci z rąk i ląduje
na ziemi. Gdzieś na granicy świadomości przypominasz sobie, że przecież
znajdują się tam twoje perfumy i mogły się stłuc. Ale potem zupełnie o tym zapominasz. Zatracasz się w pasji
pocałunku.
- Nie igraj ze mną, mała – mówi
ze śmiechem siatkarz, na co odpowiadasz mu przekornym uśmiechem.
***
Czas płynie za szybko, jak dla
ciebie. Wskazówki zegara ciągle posuwają się na przód. Nic ich nie zatrzymuje.
One nie mogą się zatrzymać. Mkną w stałym rytmie. Rytmie, który nigdy się nie
zmienia. A jednak masz wrażenie, że każda sekunda jest o połowę krótsza, każda
minuta upływa zdecydowanie za szybko. Chcesz opóźnić swoją rozmowę z Pauliną. Z
drugiej strony chcesz to mieć jak najszybciej za sobą. Boisz się jej reakcji,
ale z drugiej strony boisz się także swojej reakcji. Kłębi się w tobie tyle
obaw… Nie. To ty jesteś jedną wielką obawą.
W końcu Andrzej zatrzymuje auto
na podjeździe. Wpatrujesz się w biały domek. Wygląda zupełnie zwyczajnie. Nic
go nie różni od innych domów, a mimo to wpatrujesz się w niego jak urzeczona. Z
przodu znajduje się weranda, na której wystawione są dwa bujane krzesła i
między nimi biały stolik. Wygląda na zaniedbaną, ale wcale tak nie jest. To
tylko ‘artystyczny nieład’. Jako fotograf, artysta, nie możesz nie docenić
uroku tego miejsca. Zwłaszcza, że domek otacza zadbany ogród. Różnokolorowe, w
pełni rozwinięte kwiaty dodawały uroku temu miejscu. Z tyłu rosły drzewka
owocowe. Mały sad, którym Paulina zajmowała się z właściwą troską i opieką. Ale
tego już nie możesz wiedzieć..
Siedzisz w samochodzie jak
sparaliżowana. Nie masz odwagi, by wyjść na zewnątrz, zapukać do drzwi i stanąć
twarzą w twarz ze swoją szwagierką. Twój oddech staje się urwany, gdy
wyobrażasz sobie mnie, biegającego za dziećmi po wielkim ogródku, bawiącego się
w berka. Łza wypływa z twojego oka. Jednak nie jesteś sama. Nie daj się
wciągnąć w poczucie winy. Czujesz dłoń Andrzeja zaciskającą się na twojej
dłoni. Ściskasz ją mocno, szukając wsparcia. Chwilę później, w przypływie
odwagi, ścierasz łzy z twarzy i wychodzisz z samochodu. Teraz już nie ma
odwrotu. Musisz iść prosto przed siebie. Do celu. Masz go jak na wyciągnięcie
ręki. Jesteś tutaj, choć nie łatwo było znaleźć Paulinę. Teraz czeka cię tylko
rozmowa, ale przetrwasz ją, choć się jej boisz. Nie poddajesz się tak łatwo.
Kiedyś byś już stąd uciekła, ale kiedyś byłaś inną dziewczyną. Teraz czujesz
się silniejsza. Musisz być silniejsza, skoro udało ci się otrząsnąć w końcu po
wypadku.
Szybkim krokiem wchodzisz na
werandę. Andrzej przypatruje ci się z samochodu, gdzie kazałaś mu zostać.
Wolisz, by nie było go przy tej rozmowie. Stajesz przed drzwiami i naciskasz
przycisk dzwonka. Odwracasz się przodem do Andrzeja, by po raz ostatni
zaczerpnąć od niego wsparcie. Odwracasz się, gdy tylko słyszysz szczęk
otwieranych drzwi. I stajesz twarzą w twarz ze swoją przeszłością, teraźniejszością
i przyszłością.
***
::
perspektywa Stefana ::
Dzwonek do drzwi przerywa twoją
zabawę z dziećmi. Agnieszki nie ma, wyszła po zakupy do sklepu, a tobie
powierzyła opiekę nad dzieciakami. Nie narzekasz, bo za niedługo wyjedziesz na
mistrzostwa i nie będziecie mieć zbyt wielu okazji do spotkania, choć twoja
rodzina będzie obecna na meczach we Wrocławiu.
- Zaraz do was wracam – mówisz i
idziesz w kierunku drzwi. Otwierasz. Twoim oczom ukazuje się człowiek, którego
nie spodziewałeś się zobaczyć na progu swojego domu. Nie wiesz, co masz
powiedzieć.
- Mogę z tobą porozmawiać? To
zajmie tylko chwilę – mówi mężczyzna, patrząc na ciebie z nadzieją w oczach.
- Proszę, niech pan wejdzie –
mówisz, odsuwając się na bok. Zamykasz drzwi i zaglądasz do pokoju dzieci,
mówiąc, że musisz z kimś porozmawiać. Potem prowadzisz pana Bronisława do
kuchni. Proponujesz coś do picia, ale on odmawia. Siadasz więc przy stole,
naprzeciw niego i czekasz, aż powie, o co chodzi.
- Nie będę owijał w bawełnę. Masz
kontakt z Marianną? – pyta prosto z mostu, wyglądając przy tym na spiętego,
jakby od odpowiedzi zależało całe jego życie.
- Teraz nie. Wyjechała na kilka
dni i nie odbiera telefonu. – odpowiadasz zgodnie z prawdą. Nie masz pojęcia,
gdzie zniknęła Mańka, ale wiesz, że miała wyjechać razem z Krzyśkiem. Chłopak
nie chce powiedzieć ,o co chodzi, bo to ich sprawa, ale nie martwisz się. Jak
będzie cię potrzebować, to się odezwie.
- A spotkasz się z nią w
najbliższym czasie? – pyta, wciąż nie tracąc nadziei.
- Tak. Mańka jedzie z nami na
Mistrzostwa do Wrocławia. Jako fotograf reprezentacji.
- Masz ją na oku. To dobrze.
Cieszę się, że jej pomagasz. Nie mam pojęcia jak mam ci dziękować za te
wszystkie lata.. – mówi, ale mu przerywasz.
- Panie Bronku.. Nie wiem, czego
pan ode mnie oczekuje. Jestem jej przyjacielem, ale nie zamierzam się z panem
spotykać za jej plecami i informować pana o tym, co się dzieje w jej życiu. To
pan jest jej ojcem, powinien pan to wszystko wiedzieć. – mówisz, nie starając
się być wcale delikatnym. Oni nie byli, gdy wyrzucali twoją przyjaciółkę z
domu.
- Wiem.. Wiem, że powinienem.
Wiem, że nawaliłem na całej lini jako ojciec, ale uwierz mi, że teraz się to
zmieni. Teraz będę walczył o swoją córkę.
- Ne jestem pewien, czy ona tego
chce. – mówisz z obawą.
Mańka w głębi duszy ma żal do
ojca. I tylko do niego. Z domu wyrzuciła ją matka, do której zawsze miała
dystans, ale to ojciec, z którym była mocno związana, nie zaprotestował. Nie
zareagował, gdy jego ukochana córeczka opuszczała dom rodzinny w młodym wieku.
Przez lata się do niej nie odezwał, a każda godzina to był kolejny cios w serca
Marianny. Ona nie wymagała wcale wiele. Jeden telefon na tydzień, nawet na
miesiąc, by wystarczył, ale nawet na tyle nie mogła liczyć.
- Ja też. Ale to nie oznacza, że
mam zamiar się poddać. Nie teraz, gdy zostawiłem swoją żonę. Nie teraz, gdy już
się podjąłem tej walki. Nie oddam jej walkowerem. Nie ma mowy – mówi stanowczo,
a ty posyłasz w jego stronę zachęcający uśmiech. Tak właśnie powinien walczyć
od samego początku. Może nie jest na to jeszcze za późno?
- Trzymam za pana kciuki.
- Mam do ciebie jedną prośbę.–
wyciąga z kieszeni zgiętą na pół kopertę. – Przekażesz jej ten list? To dla
mnie ważne.
- Oczywiście. – odpowiadasz i
bierzesz kopertę do ręki.
- Dziękuję. Za wszystko – z tymi
słowami wstaje i posyłając ci ostatnie, pełne nadziei spojrzenie, wychodzi.
Siedzisz jeszcze chwilę na
miejscu i zastanawiasz się, jak to wszystko przyjmie dziewczyna. Co zrobi?
Wybaczy ojcu, czy nadal będzie go karać za błędy z przeszłości? Marianna jest
nieprzewidywalna, ale ty wiesz, że ona nadal kocha swojego ojca. Musi sobie
tylko tę miłość przypomnieć. Odświeżyć stare wspomnienia i dodać do tego tą
walkę, którą jej ojciec ma zamiar dla niej stoczyć. To wystarczy. Musi. Nawet
Mańka nie jest na tyle silna, by wiecznie karać i siebie i jego.
***
::
perspektywa Marianny ::
Czarne włosy otulają twarz Pauliny
i spływają falą na plecy kobiety. Zielone oczy, spoglądają na ciebie z
niechęcią, a jej postawa jasno wyraża, że nie jesteś tu mile widziana.
- Nie zamierzam udzielić żadnego
wywiadu. Żegnam. – próbuje zamknąć ci drzwi przed nosem, ale nie dopuszczasz do
tego. Wstawiasz but między drzwi a futrynę. Patrzysz na nią z niepewnością,
malującą się w oczach.
- Nie jestem żadną dziennikarką.
Nie mam podsłuchu w torebce. Nie zamierzam cię nagrywać ukrytą kamerą. Chcę
tylko porozmawiać. Proszę, to ważne. – mówisz szczerze, patrząc jej prosto w
oczy.
- Kim jesteś? – pyta ostrożnie.
Ma do tego pełne prawo. W końcu
zjawiasz się nie wiadomo skąd i dlaczego i chcesz z nią rozmawiać. A ona cie
nie zna. Nie wierzy ci i boi się zaufać, bo już zbyt dużo razy została
oszukana.
- Nazywam się Marianna Tyszka.
Ja.. Nigdy się nie poznałyśmy, ale ja..
- Ty, co?
- Jestem przyrodnią siostrą Arka.
– mówisz na wydechu i czekasz na reakcję ze strony Pauliny. Nie wiesz sama
czego się spodziewać. Krzyku? Płaczu? Szoku? Na pewno nie spodziewasz się, że
kobieta otworzy drzwi szerzej i wpuści cię do środka.
Patrzysz na nią zdziwiona, ale
przekraczasz próg domu. Idziesz za kobietą do przestronnego salonu. Siadasz
przy stole i patrzysz, jak kobieta krząta się po kuchni, przygotowując herbatę.
Chwilę później stawia przed tobą kubek z parującą cieczą i zajmuje miejsce
naprzeciw ciebie. Nie wiesz, co powiedzieć. Jak zacząć tę rozmowę?
- Wiem, kim jesteś. Nie musisz mi
tego tłumaczyć. I wierzę ci, że nie jesteś żadną dziennikarką. Arek mi o tobie
opowiadał – na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, zawierający w sobie
jednocześnie i miłość, i ból. – Najlepsza, młodsza siostra, co? – unosi lewą
brew do góry.
- Z perspektywy czasu bym się tak
nie nazwała. Która najlepsza siostra zamiast wspierać brata, strzela focha?
Która najlepsza siostra nie ma odwagi się pokazać na oczy? Przyjść na cholerny
pogrzeb! – wybuchasz. W końcu emocje, które nosisz w sobie od tak dawna,
znalazły ujście. Pierwsza łza spływa po twoim policzku. – Nazwałabym się raczej
zasmarkaną gówniarą, która ma wszystkich w dupie – mówisz z goryczą.
- Nie bądź dla siebie zbyt ostra.
Nie bierz na siebie odpowiedzialności za coś, co nie jest twoją winą. – mówi
spokojnie, przypatrując ci się z uwagą.
- Przepraszam. Przepraszam, że
zjawiam się teraz, po tak długim czasie. Przepraszam. – mówisz, a z twoich oczu
wypływają łzy.
Paulina podchodzi do ciebie i przytula
cię do siebie, jak młodszą siostrę. Wtulasz się w nią, czujesz jej ciepło.
Czujesz, że jesteś na właściwym miejscu.
Z odrętwienia wyrywa was trzask
drzwi.
- Mamusiu! Co to za pan siedzi w
samochodzie? – dochodzi do ciebie wołanie chłopca. Patrzysz na Paulinę, która
odrobinę sztywnieje. Potem podążasz za jej wzrokiem, który spoczął na stojącym
w salonie dziecku. Dziecku, które wygląda jak moja kopia.
Podnosisz się z krzesła, nie
odrywając wzroku od małego.
- Kto to, mamusiu? – pyta
chłopiec, wskazując palcem na ciebie.
- Ile razy ci mówiłam, Piotruś,
że nie wskazuje się palcem? – Paulina łagodnie karci syna. – To jest Marianna.
Twoja ciocia. – mówi spokojnie, choć widać po niej, ze jest spięta. – A ten pan
przed domem to zapewne jej przyjaciel. Chodź, przywitaj się z ciocią.
Mały podchodzi do ciebie,
wyciągając przed siebie rączkę. Przyklękasz przy nim i podajesz mu swoją.
Uśmiechasz się do niego delikatnie, a chłopiec odwzajemnia ten gest.
- Mogę cię przytulić? – pytasz
drżącym od emocji głosem.
Chłopiec rzuca ci się na szyję, a
ty przytulasz go mocno do siebie. Uśmiech sam wpływa na twoje usta.
- Już myślałem, że nie
przyjedziesz. – mówi chłopiec, a tobie łzy spływają po policzkach strumieniami.
*****
PRZEPRASZAM.
Nie tak to miało wyglądać. Zakładając tego bloga chciałam dodawać systematycznie, ale mi się to nie uda. Nie mam żadnego kolejnego rozdziału i od trzech tygodni nic nie napisałam. Nic. Nie mam na to i chęci i czasu. Nie wiem, co się dzieje.
Nie zamierzam zawieszać bloga. Liczę, że wena mnie jeszcze dopadnie i za niedługo pojawi się kolejny rozdział, ale nie mogę tego obiecać. Może być tak, że będą długie przerwy między rozdziałami. Przepraszam was, ale nie mam innego wyjścia. Liceum to nie przelewki. Muszę się uczyć, bo inaczej kończy się tak jak dziś, czyli 2 z włoskiego. -.-
Mam nadzieję, że mimo to będziecie ze mną.
Całuję! :*
Rozdział świetny, z resztą tak jak poprzednie. Cieszę się, ze odważyła się spotkać z Pauliną. Żal mi jednak Krzyśka. Jednak mam nadzieję, ze nie bedzie na nią zły i uda mu sie jej wybaczyć. Co do Andrzeja to dobrze, ze jest dla niej wsparciem, którego teraz tak potrzebuje.
OdpowiedzUsuńZobaczymy jak potoczą sie sprawy z jej ojcem.
Pozdrawiam i życzę weny. Gośka ^^
Masz włoski!? Boże, zazdroszczę! Ja w liceum miałam niemiecki i to była dla mnie prawdziwa masakra. Mimo że uczyłam się go przez trzy lata to umiem tylko trzy słówka;D Co do weny, to bardzo mi przykro, że jej nie masz. Ale cieszę się, że nie chcesz zawiesić bloga. Jak ja nie mam weny do pisania to włączam muzykę, którą lubię i która pasowałaby do następnego rozdziału, wsłuchuję się, siadam w ciszy i pomaga. Nie zawsze, ale pomaga. Może spróbuj?:) A jak przez większość czasu nie mam ochoty na pisanie, to zazwyczaj znaczy, ze mój pomysł na opowiadanie się wypalił;/
OdpowiedzUsuńBardzo podobają mi się sceny z Mańką i Andrzejem. Dziewczyna rzeczywiście zaczęła się zmieniać i to na dobre. Ja również widzę różnicę między Mańką z początku opowiadania i tą teraz. Wreszcie doczekałam się szczerego uśmiechu na jej twarzy. I jestem pewna, ze ta jej radość spowodowana jest w dużej mierze przez Andrzeja. On tchnął w nią nową nadzieję i nową siłę do życia. Jestem przekonana, że jest w nim zakochana, a nic tak nie poprawia samopoczucia człowieka, jak obecność bliskiej osoby obok. Poza tym Paulina przyjęła ją bardzo miło i przyjacielsko. Jakby od zawsze czekała na jej przybycie. I to również doda jej skrzydeł, zdobędzie rodzinę. I lepiej późno niż wcale. Ciekawa jednak jestem jak ta rozmowa będzie wyglądać, co powie jej Paulina.
No i jeszcze ojciec. Wszystko zawaliło jej się nagle, a teraz wszystko równie nagle się naprawia. Praktycznie w jednej chwili pojawił się Andrzej, pogada z Pauliną i jeszcze pogodzi (mam nadzieję) z ojcem. Nic tylko się cieszyć;D
Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział! ;) Mam nadzieję, że wena jednak powróci;)
Cześć, Kochana :)
OdpowiedzUsuńWiem, co to znaczy nie mieć napisanego rozdziału, nie mieć weny. Wierzę, że sobie poradzisz i ze szkołą, i z tym opowiadaniem, które jest przecudowne! :) Naprawdę. Z każdym rozdziałem zakochuję się w nim jeszcze bardziej. Jestem Ci wdzięczna za to, że nie przedstawiłaś Mańki tak, jak zwykle przedstawiane są dziewczyny w opowiadaniach z siatkówką w tle. Mańka nie ma super poukładanego życia, nie zakochuje się od razu w Andrzeju. Ma problemy, a to czyni z niej wiarygodną bohaterkę. Problemy, które jednak próbuje rozwiązywać. Chociażby dzisiaj. W końcu dotarła do Pauliny i mimo wcześniejszych obaw została przez nią ciepło przyjęta. I jeszcze jej bratanek... Gdy czytałam tę scenę, coś ścisnęło mi gardło. Tak pięknie to opisałaś. Aż chce się czytać. :)
A wiesz, co jeszcze bardziej chce się czytać? Sceny z Andrzejem. :D To jak powoli się do siebie zbliżają, jak te małe gesty dają im do zrozumienia, że są dla siebie ważni. To naprawdę piękne :) I mam nadzieję, że będą szczęśliwi (już się nie mogę tego doczekać!).
I piękne jest też to, że ojciec Mańki chce ją odzyskać. Rozstał się z żoną? To dobrze. Ta kobieta na pewno na niego ani na Mańkę nie zasługiwała. Mam nadzieję, że uda mu się pogodzić z córką. :)
Słuchaj, Marianne, nie rezygnuj z pisania! :) Nie wiem, czy ten rozdział pisało Ci się szybko i przyjemnie, czy szło Ci jak po grudzie, ale uwierz mi, czyta się go wspaniale! :) Naprawdę.
Pozdrawiam Cię serdecznie, życzę masę weny i samych piąteczek z włoskiego i nie tylko! :D
Ja mam hiszpański i mam tyle zadania że nie idzie się dokopać.... na każda lekcje wypracowanie 200 słów, przetłumaczony rozdział, przepisane cwiczenia ze słuchu jak dyktando i inne projekty... masakra.
OdpowiedzUsuńW końcu jestem. Andrzej widzę, że wziął się do roboty. Ciekawa jestem jak będzie wyglądać ich relacja po powrocie. To po pierwsze. Po drugie zaskoczenie, że Paulina ma dziecko. No ale z drugiej strony nie dziwię się że ukrywa się przed światem. Mam nadzieję że dziewczyny zachowają kontakt. Znowu mam wrażenie wręcz pewność że to opowiadanie lub nie które rozdziały są pisanie z perspektywy Arka.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Nie wiem jak reszta, ale ja będę dalej. Niesamowicie zaintrygowała mnie ta historia, ma tyle niesamowitych wątków i do tego w tak pięknej oprawie. To co tu tworzysz, jest z pewnością inne, wyjątkowe. Czy będę czekać dwa dni, czy dwadzieścia dwa będę zadowolona, że mogę czytać dalsze fragmenty.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, P.
Dobra, jestem! I powiem ci, że tymi miłosnymi scenkami to mnie kupiłaś! mimo, że wcześniej twierdziłam, ze Andrzej nie do końca mi się podoba, to teraz już mu wybaczam i na ślubie z Mańką będzie miał moje błogosławieństwo!
OdpowiedzUsuńAle tak na serio, to prawie się popłakałam jak do mańki podszedł ten Piotruś...masakra! A ona o nim nic nie wiedziała! W ogóle na początku myślałam, że ta Paulina będzie do niej jakoś negatywnie nastawiona, ale najwyraźniej dziewczyny się dogadają. I dobrze, myślę, że nadszedł czas żeby Mańka przestała tak się zadręczać tym wypadkiem, a ta rozmowa to może być jedyny sposób. no i miejmy nadzieję, że z ojcem też się jakoś pogodzi...widać, ze mu na tym bardzo zależy. mam tylko nadzieję, ze nie jest za późno.
okej, lecę...mam nadzieję, że wena powróci a i czas się znajdzie na pisanie nowych rozdziałów :) pozdrawiam :*