Piotruś nie odstępuje cię na
krok. Malec jest zachwycony, bo ciocia, o której tak wiele słyszał, w końcu do
niego przyjechała. I okazało się, że jest świetną ciocią! Dlatego cały dzień
spędzasz z chłopcem. Ale nawet nie śmiesz narzekać, bo ty również bardzo
polubiłaś malucha. A co najważniejsze widzisz w nim podobieństwo do jego ojca.
Patrzysz na niego i wracasz myślami do swojego dzieciństwa, do długich godzin
spędzonych z bratem na zabawie w berka. Uśmiechasz się do swoich wspomnień i
już wiesz, że zrobisz wszystko, by Piotrek miał tak samo szczęśliwe
wspomnienia. Nie jesteś w stanie zapewnić mu kompana do zabaw w jego wieku, ale
jesteś w stanie uszczęśliwiać go na wiele innych sposobów.
- Piotrek, nie męcz cioci, bo nie
będzie chciała znowu do ciebie przyjechać – odzywa się Paulina, stojąc w progu
i spoglądając na swojego szczęśliwego syna z uśmiechem na ustach.
Chłopiec rzuca się na twoją
szyję, by wyszeptać ci na ucho nieśmiałe pytanie.
- Ale odwiedzisz mnie jeszcze,
prawda? – odsuwasz go delikatnie od siebie i spoglądasz w jego zmartwione
oczka. Nie masz serca mu odmawiać. Nie ważne, o co by cię poprosił i tak byś
się zgodziła.
- Pewnie, że tak. Nie mogłabym
cię tak zostawić. – odpowiadasz z całą pewnością.
Mały znów się do ciebie przytula,
a na twojej twarzy pojawia się delikatny uśmiech. Unosisz wzrok na Paulinę.
Widzisz w jej oczach łzy szczęścia. Jej syn, najważniejsza osoba w jej życiu,
zyskał malutką cząsteczkę, która łączy go z ojcem. I ta jedna malutka
cząsteczka sprawia, że uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Szczęście dziecka to
najlepsze, czego może doświadczyć matka. Szczególnie, gdy wychowuje dziecko
samotnie. Wtedy ten uśmiech jest jeszcze cenniejszy. Znaczy o wiele więcej.
- Chodźcie, przygotowałam
kanapki. Chyba coś jeszcze zostało, mam nadzieję, że Andrzej wszystkiego nie
zjadł – mówi wesoło.
Rozmowa z Pauliną była trudna
zarówno dla ciebie jaki i dla niej. Ale dzięki niej czujesz się znacznie
lepiej. Jakby jakieś puste miejsce w twoim sercu zostało w końcu wypełnione
ludzkim uczuciem. Jesteś potrzebna Piotrusiowi i Paulinie, a oni są potrzebni
tobie. Czujesz się winna, że tyle czasu zbierałaś się na odwagę, by tu
przyjechać. Ile czasu zabrałaś nieświadomie Piotrkowi? Ile czasu sama
zaprzepaściłaś użalając się nad sobą i nie chcą przyjąć pomocy od innych? Ale
jesteś tutaj. Na właściwym miejscu, gdzie powinnaś być od dawna. I pozwalasz
sobie pomóc, równocześnie pomagając innym.
Wstajesz, biorąc Piotrka za
rączkę i kierujesz się za Pauliną w stronę kuchni. Twoim oczom ukazuje się
postać Andrzeja siedzącego przy stole i jedzącego kanapki. Lubisz na niego
patrzeć. Lubisz przypominać sobie wasz pocałunek, dotyk jego rąk na twoim
ciele, muzykę bicia jego serca, która teraz każdego dnia, będzie twoją
motywacją, by przeżyć szczęśliwie kolejny dzień. Wasze spojrzenia się krzyżują.
W jego ochach widzisz niewątpliwe uczucie, ale nie potrafisz go zidentyfikować.
Co to jest? Przyjaźń, zainteresowanie, zwykła troska, miłość? Nie masz pojęcia,
co on do ciebie czuje. Nie umiesz zdobyć się na to, by odbyć tą kolejną, ważną
rozmowę. Po raz kolejny potrzebujesz czasu, by nabrać odwagi. A przecież
przekonałaś się już, że odwlekanie ważnych spraw nie przynosi żadnych
pozytywnych skutków.
- Moje kanapki! – Piotrek rzuca
się a stronę Andrzeja, który ze śmiechem odsuwa od malca talerz.
- Najpierw musisz do nich
doskoczyć – mówi i podnosi rękę z naczyniem do góry.
Piotr korzysta z wszelkich
możliwych sposobów, by doskoczyć do talerza, ale jest z góry skazany na
porażkę. Długoręki Andrzej nie ma dla niego litości, ale po kilku próbach
zaczyna niepostrzeżenie obniżać rękę. Chwilę później Piotrek dosięga do
talerza, a zadowolenie z samego siebie jest wypisane na jego twarzy.
Stoisz zadumana w drzwiach,
patrząc nieprzerwanie na Piotrusia. Uśmiechasz się delikatnie dla niepoznaki,
ale wgłębi ciebie trwa burza uczuć. Czytasz z twarzy chłopca jak z otwartej
księgi. Wiesz, co czuje w każdej sytuacji. Wiesz, czego możesz się spodziewać.
I to dotyczy każdego dziecka. Każdej osoby, która ma w sercu tą słodką
niewinność, sprawiającą, że życie wydaje się przesycone wszystkimi kolorami
tęczy. Dorośli tak nie potrafią. Gubią gdzieś swoją niewinność. Może gubią ją
wtedy, gdy zaczynają dorastać i inaczej patrzeć na świat? Może wtedy, gdy
spotykają ich pierwsze nieszczęścia? Może wtedy, gdy przytłacza ich to całe
piękno? Może z tym nasiąkniętym kolorami światem jest jak ze słońcem, nie
potrafisz na nie patrzeć bez okularów. Może w tym przypadku okularami, które
chronią przed rażącymi promieniami jest warstwa obojętności, przysłaniająca całą
radość? Ona nas chroni. Z nią jesteśmy w stanie jakoś funkcjonować. Jakoś –
słowo klucz. Nie jesteśmy już niewyobrażalnie szczęśliwi, raczej
niewyobrażalnie obojętni. Ale bez niej.. Bez niej już by nas nie było. Kolory
wypaliłyby nas dokładnie tak samo jak słońce, na które patrzy się bez okularów.
Z oczu spływały by nam bolesne łzy, ale dalej uparcie nie odwracalibyśmy
wzroku. Aż przestalibyśmy widzieć cokolwiek. Stalibyśmy się wrakami samych
siebie, niezdolnymi do odczuwania czegokolwiek.
I patrzysz na Piotrusia,
zastanawiając się, co się wydarzy, by i on nakrył się ochronnym płaszczem
obojętności. Starasz się wymyślić, jak możesz temu zapobiec? Czy jest sposób,
by pozostać niewinnie nieświadomym do końca swojego życia? Czy to w ogóle
możliwe
Odpowiedź odbija się bolesnym
echem w twojej głowie, przywracając cię z otchłani ciemności. Mrugasz
powiekami, by skupić wzrok na kuchni w domu Pauliny, gdzie przy stole siedzi
trójka twoich najbliższych osób, wpatrujących się w ciebie z lekkim
przestrachem. Odpłynięcie myślami w odległe krainy to nic niezwykłego, ale co
innego robić to w samotności, a co innego przy kimś, kto zauważy chwilowe
znikniecie twojej duszy i zacznie się zastanawiać, co cię przeniosło do
równoległego świata? A ty nie lubisz odpowiadać na pytanie, na które sama
wolałabyś nie znać odpowiedzi. Nie lubisz się dzielić swoimi spostrzeżeniami,
bo dotychczas nikt nie widział w nich odzwierciedlenia rzeczywistości. Nauczona
przez błędy, kryjesz się ze swoją ciemnością i zachowujesz jej efekty w sobie,
by w pewnym momencie nie móc sobie z tym poradzić. I właśnie wtedy dopiero
zaczynają się niechciane pytania.
Próbujesz uśmiechnąć się
radośnie, by odegnać zmartwienie z ich twarzy, ale sama wiesz, że to się nie
udaje. Na twarzy pojawia się chwilowy grymas, karykatura uśmiechu, która
zamiast uspokoić, potęguje niepokój. Siadasz na wolnym krześle i od razu
bierzesz kęs kanapki, by nie musieć odpowiadać na jakiekolwiek pytania.
Przeżuwając, nie musisz udawać uśmiechu. Tonący brzytwy się chwyta, prawda? A
ty właśnie o mały włos byś się utopiła we własnej ciemności.
Po skończonym posiłku atmosfera
się rozluźnia za sprawą Piotrka, który koniecznie chce ci pokazać jak huśta się
na swojej huśtawce w ogródku. Z chęcią przystajesz na jego prośbę. Przy chłopcu
łatwiej ci się uśmiechać. Jego radość z życia sprawia, że na ustach pojawia się
mały, ale szczery i niewymuszony uśmiech. To nie byłoby możliwe, gdybyś została
w towarzystwie Andrzeja i Pauliny. Przy nich trudniej ukryć myśli. Trudniej
zapomnieć o ciemnych barwach życia.
Siadasz na drugiej huśtawce i
delikatnie odbijasz się nogami od ziemi. Słyszysz zachęcające cię okrzyki
Piotrka i postanawiasz pokazać mu to i owo. Postanawiasz zapomnieć. Choć na
chwilę. I dajesz się ponieść zabawie. Kilka chwil później śmiejesz się razem z
Piotrusiem, kiedy w wyniku wyskoku z huśtawki lądujesz plackiem na miękkiej
trawie. Obracasz się na plecy i dalej śmiejesz w głos, kątem oka zauważając
zbliżającego się malca. Chłopczyk siada ci na brzuchu i łaskocze. Śmiejesz się
jeszcze głośniej, a chwilę później przejmujesz inicjatywę. Bitwa na łaskotki
zakończyła się w chwili, gdy oboje nie mogliście złapać tchu ze śmiechu.
Oddychając głęboko kładziesz się na trawie, a Piotrek robi dokładnie to samo.
Leżycie wpatrując się w chmury płynące po niebie.
- Patrz. Tam jest wielki rycerz z
mieczem w ręku – mówisz, wskazując palcem na biały obłok.
- A ten obok co przypomina?
- Małego psiaka.
- Co robi mały psiak obok
wielkiego rycerza z mieczem?
- Odstrasza wszystkie złe
kreatury.
- Ale przecież jest mały! Złe
kreatury się go nie boją!
- Może i jest mały, ale ma wielką
moc, której sam nie jest świadomy. Patrz, wszystkie inne chmury odpływają od
pieska i rycerza – mówisz z przekonaniem.
- Nie rozumiem.
- Kiedyś dowiesz się, dlaczego
mały szczeniaczek odstraszył potwory.
- A dlaczego nie teraz?
- Bo teraz jest na to zbyt
wcześnie – odpowiadasz i uśmiechasz się delikatnie do chłopca.
Piotrek zamyślił się nad twoimi
słowami. Analizował jej w głowie, próbując dostrzec jakikolwiek sens w całej
tej rozmowie. Ale to niemożliwe. Dalej chroni go niewinna radość.
- Nadal nie rozumiem – mówi ze
smutną miną.
- Czego nie rozumiesz? – do
rozmowy włącza się Andrzej, który obserwował wszystko z niewielkiej odległości.
Słyszał śmiech Mańki. Prawdziwy, nieudawany! To był dźwięk, który usłyszał po
raz drugi w ciągu całej ich znajomości. I tak cholernie chciałby słyszeć go
częściej.
- Dlaczego mały piesek odstraszył
potwory? Przecież powinno być na odwrót! - wyrzuca z siebie malec.
- Zastanówmy się.. Czy kiedy jesteś
smutny, nie chciałbyś się przytulić do takiego psiaczka? – pyta Andrzej.
- Chciałbym. Ale je nie jestem
złym potworem! Jestem smutnym chłopcem – odpowiada Piotruś.
- Masz rację. Ty nie jesteś
potworem. Jesteś małym szczęśliwym chłopcem. Więc dlaczego jesteś smutny?
- Bo śnił mi się koszmar? – pyta
po kilku chwilach zastanowienia.
- Tak. I kiedy się obudzisz, nie
chciałbyś się przytulić do malutkiego, słodkiego psiaczka?
- Chciałbym.
- A wiesz dlaczego? – docieka
Andrzej.
- Bo wtedy koszmar zniknie – odpowiada
Piotrek zamyślonym tonem. Jakby właśnie odkrył coś niezwykłego i musiał to
dokładnie przemyśleć raz jeszcze, by mieć pewność, że wszystko dobrze
zrozumiał.
Chwilę później ciszę przeszył
nawołujący głos Pauliny, która wołała Piotrusia do domu.
- Kochanie jest już późno! Trzeba
iść spać!
- Już idę, mamo! – odpowiada,
podnosząc się z trawy.
Zostajesz z Andrzejem sama. Dalej
leżysz na trawie. Jest ci wygodnie. Przymykasz oczy, gdy wiatr rozwiewa
delikatnie twoje włosy. Próbujesz się wyłączyć całkowicie. Skupić się na swoich
uczuciach, a nie na pędzących myślach. Chwilę później czujesz, jak ciało
Andrzeja swobodnie opada zaraz przy twoim. Czujesz jego ciepło i wdychasz zapach
jego perfum, który wiatr ciska prosto o twoją twarz. I nagle wszystko przestaje
istnieć. Jeszcze przed chwilą szum myśli w głowie nie pozwalał ci się skupić, a
teraz wszystko odeszło. Pozostaje zapach perfum i ciepło Andrzeja. Tylko to
przewija się przez twoją głowę, powoli, w zaskakująco spokojnym tempie,
odbijając się od ścian umysłu i kojąc każdą jego część. I wtedy czujesz
delikatny i miękki dotyk na swoich ustach. Unosisz delikatnie podbródek, by
potrzeć swoimi wargami o usta Andrzeja. Uczucie jest niesamowite. Wiesz, że
gdybyś tylko chciała, możesz pocałować siatkarza, ale nie chcesz tego.
Pocałunek stał się zwyczajnym odczuciem przy tym, czego doznałaś przed chwilą.
Unosisz delikatnie powieki. Widzisz twarz Andrzeja tak blisko swojej.
Wpatrujesz się w jego błękitne tęczówki jak w najpiękniejszą rzecz na świecie.
Potem wzrok przenosisz na resztę jego twarzy, próbując zapamiętać każdy jej
skrawek. Drobne zmarszczenia w kącikach ust, pozostałości po jego wspaniałym
uśmiechu. Kształt nosa, zarys kości policzkowych. Dosłownie każdy fragment
twarzy próbujesz zapisać w swoim umyśle. Ale żeby zapamiętać dokładnie trzeba
użyć więcej niż jednego zmysłu. Podnosisz prawą rękę do góry i suniesz
opuszkami palców po jasnej skórze. Czujesz na sobie jego wzrok. I to sprawia,
że czujesz się wyjątkowo. Jakbyś była jedyną dziewczyną na świecie, a on
jedynym chłopakiem. Jakbyście mieli tylko siebie. Jakbyście nie mieli żadnych
zmartwień. Jakbyście mogli spędzać każdą sekundę na zapamiętywaniu siebie coraz
dokładniej. Wiesz, że to uczucie nie jest prawdziwe, że minie, gdy tylko ta
chwila bliskości się skończy. Dlatego chcesz zrobić wszystko, by ją przedłużyć.
Opuszki palców przenosisz na jego usta. Obrysowujesz ich kształt, zapamiętując
jak to jest, poczuć je na swoich własnych. Wstrząsa tobą nagły dreszcz, gdy
przypominasz sobie tę chwilę bliskości. Przymykasz oczy, by się otrząsnąć z
uporczywych wspomnieć, a Andrzej wykorzystuje ten moment, by dołożyć ci jeszcze
jedno niezapomniane wspomnienie do kolekcji. Pocałunek jest długi i powolny.
Oboje rozkoszujecie się chwilą. Nie goni was czas. Nie gonią was problemy. Nie
gonią was potrzeby. Teraz macie czas dla siebie. Teraz jest wasze pięć minut. I
oboje chcecie wykorzystać je najlepiej jak tylko się da.
***
:: perspektywa Michała ::
Odpoczywasz.
Po tych długich tygodniach
pełnych treningów, głupich dowcipów, niezręcznych sytuacji i prawdziwych
dramatów możesz się położyć na swoim łóżku, w swoim domu i zamknąć oczy bez
myśli, że za trzydzieści minut musisz wstać i iść na trening.
To jest prawdziwy odpoczynek.
Zostajesz sam na sam ze swoimi
myślami. Cisza jest twoim jedynym kompanem, a ty witasz ja z wielką radością. Stęskniłeś
się za tymi chwilami sam na sam ze sobą. Kiedy mogłeś poleżeć, pomyśleć i dojść
do odpowiednich wniosków nie poganiany przez nikogo. Tak bardzo się to rożni od
napiętego grafiku dnia w czasie turnieju, czy chociażby w Spale, gdzie każdy
gonił jak potłuczony, gdzie czasu na odpoczynek nie było wcale. Gdzie tysiące
ludzi przewijało się przed oczami w ciągu dnia, a ty musiałeś się z każdym
przywitać, z każdym porozmawiać i nie stracić przy tym głowy. Nie było też
czasu na prywatne sprawy. Stefan wbijał wam to do głowy na każdym spotkaniu.
Myślimy o rodzinie, kiedy potrzebujemy wsparcia i kiedy wiemy, że ona nam go
dostarczy, ale na pewno nie wtedy, kiedy zaczynają się problemy. Wtedy się odcinamy.
Uciekamy od problemów na rzecz siatkówki. Ale nie można nas nazwać tchórzami,
bo potem wracamy do swojej prywatności. A każdym razem musimy się mierzyć z
tymi nierozwiązanymi problemami, często jeszcze bardziej trudnymi niż były
wcześniej.
Dzwonek do drzwi przerywa twoją
ciszę. Z głośnym westchnięciem podnosisz się na nogi i spokojnym krokiem
zmierzasz do drzwi.
‘Właśnie dopadły mnie moje problemy’ – myślisz, otwierając drzwi.
I masz rację. Cisza zniknęła.
Zastąpiło ją tępe pulsowanie bólu gdzieś w okolicach piersi. Chciałbyś móc
zamknąć z trzaskiem drzwi, odwrócić się na pięcie i odejść, udając, że nie
słyszysz dzwonka, ignorując ból.
Ale nie możesz. To by była
właśnie ucieczka.
Potrafisz pokonać każdą
przeszkodę na boisku. Teraz czas udowodnić, że w życiu potrafisz zrobić to
samo.
- Wejdź – otwierasz szerzej drzwi
i przepuszczasz osobę, która stała za nimi.
Kobieta patrzy na ciebie, jakby
spodziewała się z twojej strony jakiegoś podstępu. I ma do tego pełne prawo. W
końcu ostatnim razem nie rozstaliście się w zgodzie. Wychodziła z tego
mieszkania pry akompaniamencie krzyków, oskarżeń i wzajemnych pretensji.
- Nie zamierzam się dalej kłócić.
Chcę mieć tę sprawę z głowy. Dlatego proszę, wejdź do środka, usiądź wygodnie i
porozmawiajmy jak ludzie, którzy nie mają ochoty zabić się nawzajem.
- Nie dało się tak od razu? –
pyta niewinnie, a ciebie nachodzi fala złości, którą ostatkiem sił
powstrzymujesz. Nie dasz się jej sprowokować. Nie dziś.
- Nie wystawiaj na próbę mojego
spokoju, bardzo cię proszę. Nic z tego nie wyjdzie.
Kobieta uśmiecha się znacząco.
- Dobrze wiedzieć – odpowiada z
chytrym uśmiechem, a ty już wiesz, że to będzie ciężka rozmowa.
Prowadzisz ją do kuchni. Stawiasz
wodę na herbatę, co by nie było jest twoim gościem i nie zamierzasz się
zachowywać, jakby tak nie było.
- I tak nagle zmieniłeś zdanie? –
pyta próbując zrozumieć twoją nagłą zmianę postawy.
- Wcale nie zmieniłem zdania. Po
prostu nie ma sensu się kłócić o nic - odpowiadasz.
- Czyli jestem dla ciebie niczym?
– ból w jej głosie nie jest udawany.
- Nie to miałem na myśli i dobrze
o tym wiesz. Kochałem cię i wcale temu nie zaprzeczam. Nie chcę cię wymazać ze
swojego życia. Nie chcę o tobie zapomnieć. Nie chcę się kłócić. Chcę byśmy
doszli do porozumienia.
- Ale w tej sytuacji nie ma
żadnego porozumienia! Jest tylko jedno wyjście.
- I naprawdę uważasz, że się na
to zgodzę? Monika, zrozum. Ja nie mam siły udawać, że cię kocham ponad życie!
To nie jest moja wymarzona wizja przyszłości, wiesz? Zgadzając się na to po raz
pierwszy, nie zdawałem sobie sprawy jak daleko to zajdzie. Wtedy byłaś moją
najlepszą przyjaciółką, dla której zrobiłbym naprawdę wszystko. I zrobiłem. Ale
teraz dość tego. Zbyt daleko w to brniemy.
- Ale ten ślub wszystko zmieni!
- On nic nie zmieni, Monika! –
delikatnie podnosisz ton głosu. Nie krzyczysz. – To tylko papierek. A miłość
nie polega na podpisaniu kawałka papierka. Zrozum, że powiedzenie sobie ‘tak’ niczego by nie zmieniło. Sprawiłoby
tylko, że kiedy po raz kolejny sytuacja by mnie przerosła, nie miałbym żadnego
wyjścia z sytuacji. I nie ważne jak długą będziesz musiała się kajać przed
rodzicami, za wciśnięcie im takiego kłamstwa. To był twój pomysł, nie zapominaj
o tym. To ty nas w to wpakowałaś. A ja nie mam sił by dłużej ciągnąć tę farsę.
Muszę się skupić na swoim życiu. Na swojej rodzinie. Na siatkówce.
- Siatkówka. Jedyna miłość
twojego życia, co? Taki kit wciskaj innym, ale nie mnie! Jestem pewna, że po
prostu znalazłeś sobie inną! Zdradziłeś mnie, co? A teraz nie masz nawet
odwagi, by się do tego przyznać! Wolisz wciskać mi jakiś kit, niż powiedzieć mi
prawdę prosto w twarz! I ty się nazywasz dobrym człowiekiem?! – histeryczny
krzyk wypełnia pomieszczenie.
Monika wybucha głośnym szlochem i
próbuje wybiec z mieszkania. Nie pozwalasz jej na to. Nie możesz pozwolić, by w
takim stanie wyszła. Coś mogłoby się jej stać. A pomimo tego, że nie darzysz
jej już miłością, to przez wzgląd na waszą przeszłość, nie mógłbyś do tego
dopuścić.
Chwytasz ją za rękę i przyciągasz
mocno do siebie, dając jej wsparcie. Wtula się w ciebie i szlocha przez dłuższą
chwilę. Kiedy łzy przestają moczyć twoją koszulę, podnosisz jej brodę tak, by
spojrzał ci prosto w oczy.
- Nie zamierzam znikać z twojego
życia. Chcę tylko odzyskać swoją wolność.
Witam was w
ten piękny, zimny, ale słoneczny dzionek!
Dobra
wiadomość jest taka, że wyrobiłam się z rozdziałem! A zła taka, że niestety nie
mam pojęcia, co będzie dalej. Ale jak może zauważyłyście nie lubię was
zawodzić. I pomimo waszych pięknych komentarzy (DZIĘKUJĘ WAM ZA NIE Z CAŁEGO
SERCA!!), które dodały mi tak wiele wiary w siebie i swoje umiejętności oraz
zapewnień, że ze mną zostaniecie, nie chciałam was tak traktować. Rozdziały już
i tak nie pojawiają się często. Dwa tygodnie to jednak dużo czasu, a ja nie mogę
się wiecznie tłumaczyć szkołą! W ciągu 14 dniu muszę znaleźć choć te trzy godziny,
w ciągu których napiszę coś, co będzie się nadawało na dodanie.
I tego się
trzymajmy!
Niczego nie
obiecuję, ale będę się starać bardziej!
Poczujcie
moją radość, bo mam folię bąbelkową i bawię się jak małe dziecko! xD
Kocham Was!!!
❤❤❤
Dzięki za nowy rozdział jest super :*
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne, nie mogę się doczekać co dalej będzie się działo ;)
pozdrawiam ;*
Nie od dziś wiadomo że ciocia są najlepsze xd
OdpowiedzUsuńSuper:)) Cieszę się, że porozmawiała z Pauliną, że chce zacząć od nowa. Mam nadzieję, ze na kolejne odwiedziny Piotrka zabierze ze sobą nietylko Andrzeja, ale tez Krzyśka.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na następny ;) Gośka ^^
Ps. Życzę weny ;DD
Taka ciocia dla dziecka to skarb i odwrotnie, więc nie dziwię się, że dla obu stron ta relacja wyszła na dobre, :)
OdpowiedzUsuńNo i Andrzej wreszcie pięknie zaczął działać, co mi się bardzo, ale to bardzo podoba, a przede wszystkim podoba się chyb Mańce, która mu się poddała.
Cieszę się również z tego, że Michał powiedział Monice prawdę, że wreszcie odważył się powiedzieć, co go trapi i czego oczekuje od życia.
Więcej w tym komentarzu nie jestem chyba w stanie z siebie wykrzesać :P
Całuję, Dzuzeppe :*
Ps. Jeśli masz ochotę to zapraszam na epilog na http://swiatla-zaprowadza-cie-do-domu.blogspot.com/ , który jest jednocześnie zalążkiem czegoś nowego :P
Hej, przepraszam, że tak dawno nie komentowałam ale nie miałam czasu. Bycie w klasie maturalnej to nie łatwa sprawa. .
OdpowiedzUsuńMańka podjęła dobrą decyzję decydując się na spotkanie z Pauliną. Oby dwie potrzebowały tej rozmowy. A Piotrek jest chyba najlepszym dowodem na to ze to spotkanie było potrzebne. Malec po prostu uwielbia ciocie :3 jestem zaskoczona tym ci dzieje się między Mańką a Andrzejem. Kilka rozdziałów temu nie przeszło by mi nawet przez myśl że to z nim pojedzie do Pauliny, że to on będzie dla niej wsparciem.
Na twoje rozdziały zawsze warto czekać ;)
Pozdrawiam :**
Przeczytałam całość. CAŁOŚĆ. Nadal nie mogę przyzwyczaić się do narracji. Sam tekst jest dobry, ale podczas lektury miałam wrażenie, że ktoś siedzi w mojej głowie i mówi to, co aktualnie robię. Było to troszkę denerwujące. Co do całości historii. Ehh. Nie mam siły Ci tego streszczać,zresztą sama wiesz co napisałaś :P
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, mimo iż Andrzej nie jest moją ulubioną postacią.
Czekam na dalsze przygody Andrzeja i Marianny :)
Pozdrawiam
Ress
Jak to dobrze, że Mańka jednak odbyła tę rozmowę z Pauliną. No i powinna się cieszyć, Piotruś ją uwielbia :) Może się dziewczyna cieszyć, ze ma takiego bratanka :) To o rycerzu...wydaje mi się, czy to miało drugie dno? bo coś mi się tak właśnie wydaje, ale swoje domysły zachowam dla siebie :P
OdpowiedzUsuńA Moniki mi trochę szkoda. No bo jakby nie było widać, że dziewczyna jest zdesperowana a usłyszeć z ust kogoś, kogo darzy się miłością, ze on ciebie nie kocha, to musi być cholernie przykro...jakby nie było.
A no i mam nadzieję, ę szykujesz więcej takich scenek jak ta między mańką a Andrzejem na trawniku :P
Dobrze ci się wydaje ;) Cieszę się, że ktoś to zauważył ^^
UsuńA sceny może i będą, ale pozwól, że wyjdziemy ze scenerii trawnika. Jest tyle pięknych miejsc na świecie! haha ;)
Piotruś to naprawdę słodkie dziecko. Paulina pewnie była bardzo wzruszona patrząc jak świetnie dogaduje się z ciocią, którą zawsze chciał spotkać. To dobra lekcja przede wszystkm dla Mańki. mam andzieję, ze teraz zrozumie, że ucieczka przed problemami to nie jest najlepsze wyjście. Straciła wiele czasu na własne zyczenie. Mogła przecież od dawna mieć kochającą rodzinę, a sama świadomie z niej rezygnowała. Oby tylko więcej nie zawiodła małego. I mam nadzieję, że między nią i Paulą nawiąże się jakaś silna więź. Może zostaną przyjaciółkami?
OdpowiedzUsuńStrasznie podobał mi się moment z Mańką i Andrzejem. Kurde, opisujesz to naprawdę świetnie;) Widać, że do siebie pasują, a to uczucie rozwija się w zastraszającym tempie. Są cudowni;)
I cieszy mnie, że wreszcie pojawiło się coś z perspektywy Michała. Ciekawa jestem jak on zapatruje się na tą całą sytuację, czy wie o Mańce i Andrzeju i czy rzeczywiście czuje coś do niej. Wydawało mi się, że tak, ale czy na pewno? I pokazałaś tym rozdziałem, ze jest naprawdę fajnym facetem. Nie zależało mu na tej dziewczyie, nie chce z nią być i mógłby olać jej stan, a jednak nie zrobił tego. Nie chciał jej zostawić w takim stanie, rozpłakanej i smutnej. A to się ceni.
Przy okazji zapraszam na pierwszą część ostatniego już rozdziału TL;) Pozdrawiam!:)
Ściskam;*
Kochana, jest cudownie. Wspaniały rozdział, wspaniałe opisy :) Szczęśliwy Piotruś, Mańka, która w końcu zdobyła się na odwagę i znalazła Paulinę :) Wiesz, niepokoi mnie tylko jedno. To, że Mańka się boi. Miłości do Andrzeja? Tego uczucia? To widać, że ona go kocha, że oboje się kochają. Mam nadzieję, że Mańka nie stchórzy, nie ucieknie przed tym :)
OdpowiedzUsuńA co z Michałem? Dlaczego tak nagle się pojawił? Mam nadzieję, że nie namiesza nic pomiędzy naszymi gołąbeczkami, bo tego bym bardzo nie chciała. ;)
Kochana, pozdrawiam Cię serdecznie i mam nadzieję, że pomimo tej szkolnej rzeczywistości będziesz dla nas publikować :*
Sytuacja z Moniką mnie zaskoczyła. Jestem ciekawa jak to dalej rozwiążesz. Dobrze, że Mańka zaprzyjaźniła się z Piotrusiem, bo to w jakiś sposób wyjdzie im na dobre.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
No w końcu przeczytała i jest na bierząco :)
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze, że Mańka zdecydowała się na spotkanie z Pauliną. Obie potrzebowały wspólnej rozmowy. Piotruś ma szczęście, że ma taką ciocie :) Też bym chętnie taką sobie przygarnęła. Dobrych cioć nigdy za wiele :P
Mańka i Wrona to już praktycznie pieśń teraźniejszości :)
A i to o rycerzu to ma jakieś drugie dno? ;>
Pozdrawiam :)
Tak, fragment o rycerzu ma drugie dno, choć nie jestem pewno, czy dobrze to oddałam.. Ale ktoś to zauważył, więc chyba nie jest tak źle! :))
Usuń